czwartek, 2 października 2014

Ludzie i miejsca - Gruzja 4

Gruzja. Europa to, czy Azja?
Subiektywny objazd Gruzji zaczniemy od Batumi, miasta kontrastów, ostentacyjnego bogactwa i widocznej w zaułkach biedy, zachodnich porządków i wschodnich nawyków, miasta wielu kultur, różnych religii, kasyn, dyskotek, blichtru i skromności, miasta bujnej południowej roślinności i bezpańskich zwierząt. 
Pierwsze spotkanie z przedwieczornym Batumi - widok z okna samochodu. Morze Czarne jest szare, a miasto widziane z daleka robi wrażenie "małej Ameryki".


 Batumi jest miastem schnących prań. Czy to małe domki, czy bloki, duże ulice, czy zagubione zaułki - wszędzie łopocze na wietrze pranie. Zastanawiałam się, jakim sposobem ludzie wieszają je między blokami.
Podróż marszrutką stanowi nie lada wyzwanie dla nieznających gruzińskiego alfabetu, ale i jest fascynującym przeżyciem.
 Koty w Gruzji rzadziej widuję od bezpańskich psów, lecz w Batumi są wyjątkowo liczne.
 
Ulice są wysadzane drzewami figowymi, teraz pora zbierania plonów.

Oleandry rosną wszędzie w Batumi i wokół miasta, całe zagajniki.
Lubiłam wędrować po mieście, zaglądać w boczne uliczki, starannie omijając sznury z praniem rozwieszane w poprzek chodników.
Panował 40-stopniowy upał, więc  widoczne z daleka beczki z kwasem cieszyły oko swą kanarkową barwą i obietnicą lodowatego orzeźwiającego napoju.
 A to już wysadzana równymi rzędami palm promenada, to samo miasto, lecz jakby inny świat.
Upał, kamienie,  woda ciepła, a maleńkie fale bardzo zdradliwe, o czym przekonałam się na własnej skórze. Nie ma tłumów, bo to jeszcze wczesny ranek, a później będzie już zbyt gorąco, by tkwić na plaży.
Batumi jest stolicą Adżarskiej Republiki Autonomicznej, zamieszkałej w dużej mierze przez Adżarów, grupę etniczną, która w czasie okupacji tureckiej przyjęła islam sunnicki, czym różnią się od Gruzinów-chrześcijan. Zachowali oni jednak gruziński język, kulturę i obyczaje.
Oblicze Batumi dla warstwy uprzywilejowanej: luksusowe hotele, kasyna, drogie restauracje.
Promenada - charakterystyczne jest to, że grupki panów spacerują przeważnie osobno, panie osobno.


Tak na ogół wyobrażamy sobie typowego Gruzina, podczas gdy rdzenni mieszkańcy tych terenów byli podobno rudzi o błękitnych oczach - takich często można spotkać w Swanetii, gdzie nie docierały ze swoimi genami armie najeźdźców z południa i wschodu -  poniżej swański sprzedawca na bazarze w Batumi.

Z ciekawością obserwowałam, jak spódnica tej dziewczyny walczyła z rowerem. Poległa.
No i pożegnanie z Batumi - z tym  kiczowatym obliczem miasta, jak to zdjęcie, przeznaczonym głównie dla turystów i z odsłoną dla mnie o wiele ciekawszą, codzienną - fascynującą i nieco egzotyczną.
 
Wokół Batumi szumią eukaliptusowe lasy,
...i rozciągają się herbaciane pola, zadbane, lub poprzerastane paprociami, a czasem traktowane przez krowy, a może raczej ich właścicieli jak pastwiska.
 
Drogi w Gruzji są fascynujące widokowo, a przede wszystkim z powodu niespodzianek czyhających za niemal każdym zakrętem. Nawierzchnia jest przeważnie dobra, choć w górach jeszcze nie wszystkie zalano betonem i asfaltem, do wielu wiosek prowadzą wyłącznie szutrówki.
Nie muszę pisać, że takie najbardziej mi się podobały -  wiem, że to ich ostatnia chwila. Wszędzie ludzie dążą do wygody.
Krowy, konie, świnki, osiołki i drób są pełnoprawnymi uczestnikami ruchu drogowego, zachowują się zupełnie bezstresowo, a kierowcy przepuszczają lub omijają zwierzaki traktując je jak pojazdy uprzywilejowane.

Guria i Megrelia to pas wybrzeża rozciągający się między Batumi, a Abchazją. Często na szosie w tym rejonie widywałam takie obrazki.
 Kolejny uczestnik ruchu.

Gruzińska Droga Wojenna to główny szlak przechodzący w poprzek Wielkiego Kaukazu. Biegnie z
Tbilisi  do Władykaukazu w Osetii Północnej, łącząc regiony Południowego i Północnego Kaukazu. Ma długość 208 km a w najwyższym punkcie,  na Przełęczy Krzyżowej wznosi się na wysokość 2379 m n.p.m. Szlak dobrze znany był już w starożytności. Od początku wykorzystywały go armie rzymskie, perskie, mongolskie. Obecna nazwa wiąże się z dziewiętnastowieczną modernizacją, która zwiększyła znaczenie militarne szlaku. Wówczas władze rosyjskie poszerzyły i wzmocniły istniejącą drogę, co pozwoliło na szybki przerzut dużych oddziałów w czasie wojny z północnokaukaskimi góralami w Czeczenii i Dagestanie.
Obecnie droga jest wygodna, szybka, choć w górnych odcinkach nadal bywa blokowana lawinami i nieprzejezdna przez długi czas. Wielu ludzi tęskni za czasami, gdy nie było na niej asfaltu, ani granicy.


Takie dwukołowe pojazdy spotykamy już rzadziej, niż mechaniczne, ale nadal nie jest to widok niecodzienny.
Katedra Alawerdi  jest najważniejszym centrum religijnym Kachetii  i jedną z najwyższych świątyń Kaukazu. Wraz z kopułą mierzy ponad 50 metrów wysokości. Wyróżnia się wspaniałymi proporcjami i interesującym wnętrzem. Pierwszy kościół stał w tym miejscu już w VI wieku. Jego fundatorem był Joseb Alawerdeli, czyli jeden z trzynastu Ojców Syryjskich (misjonarzy działających w pierwszym tysiącleciu na terenie Gruzji). Jednak obecną świątynię zbudowano w X wieku. Katedra jest ogrodzona wysokim murem obronnym, który w przeszłości musiał odpierać liczne najazdy Persów i rabunkowe napady górali z Północnego Kaukazu – głównie Czeczenów, Awarów i Lezginów. W zabytkowym kompleksie znajdują się również Pałac Chanów z XII wieku, refektarz oraz historyczne naczynia na wino.
Właśnie wewnątrz odbywają się uroczystości chrztu.
Wokół katedry i pomieszczeń klasztornych rozciągają się sady granatów z dojrzewającymi właśnie owocami i winnice.
Kachetia słynie z winnic, a tę sławę zawdzięcza wybornym gatunkom wina, jak Saperawi, Kindzmarauli, Tsinandali, które - zdaniem archeologów - powstaje tu od 8 tysięcy lat. Wino pite na miejscu jest znakomite, czarne (w Gruzji czerwone wino zwie się czarne i ma tak ciemny kolor, że to określenie staje się oczywistym), nieporównywalne z żadnym innym, ani z tymi winami gruzińskimi, które można kupić w naszych sklepach.
 Już w V wieku klasztor Ikalto był znaczącym ośrodkiem nauki i kultury chrześcijańskiego świata. W VIII i IX wieku zbudowano stojące do dziś trzy kościoły zwane Khvtaeba. Najcenniejszy z nich to kościół pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego. Kilkaset lat później, tj. w XI i XII wieku prężnie działała tu słynna akademia nauk, którą założył Arsen Ikaltoeli. Podobno w tej akademii studiował Szota Rustaweli – słynny autor gruzińskiego eposu „Rycerz w tygrysiej skórze”.
Legendy mówią, że uczniowie trzymali pod biurkiem doki, czyli specjalne naczynie z winem. Kiedy spadała wydajność nauki i przychodziło znużenie, wtedy uczeń mógł wychylić zawartość naczynia, aby rozjaśnić ożywić zmysły, rozjaśnić umysł i znaleźć natchnienie..
Jak wszędzie i zawsze najbardziej ciekawią mnie ludzie, ich twarze i historie.

W Telawi rośnie największy platan w Gruzji i największy z tych, które kiedykolwiek widziałam. Ma 900 lat i  jest wciąż w dobrej kondycji.
Telawi -  – główne miasto i administracyjne centrum Kachetii. Pierwsze archeologiczne znaleziska z okolic Telawi datuje się na epokę brązu. Jedną z najwcześniejszych wzmianek pochodzi od greckiego
geografa Ptolemeusza, wspomina on w drugim stuleciu naszej ery o Teledzie (w odniesieniu do Telawi). W VIII wieku miasto stało się ważnym i dużym ośrodkiem polityczno-administracyjnym. Interesujących informacji o Telawi dostarczył arabski geograf Al Mukadis w X wieku. Wymienia Telawi wraz z najważniejszymi miastami Kaukazu takimi jak Tbilisi, Szamkir, Gandża, Szemacha i Szyrwan.                                                                                              
Od X do XII wieku Telawi pełniło funkcje stolicy królestwa Kachetii. Podczas tak zwanej złotej ery gruzińskiego państwa przypadającej na dwunaste i trzynaste stulecie Telawi stało się jednym z
najważniejszych ośrodków polityczno-gospodarczych królestwa Gruzji. Po osłabieniu królestwa przez liczne ataki w XV wieku rola miasta znacznie podupadła, straciło na politycznym znaczeniu i stało się ]\miastem handlowym. Telawi ponownie odzyskało znaczenie polityczne w XVII wieku gdy zostało drugą stolicą (po Tbilisi) zjednoczonego królestwa wschodniej Gruzji - Kartli-Kachetii. Panowanie króla Herakliusza II okazało się bardzo korzystne dla miasta, od jego rządami miasto stało się strategicznym i kulturalnym centrum, wybudowano seminarium duchowe oraz teatr. Reformy wprowadzone przez króla znacznie podniosły standard życia poddanych.(za Wikipedią)
Dzisiaj Telawi jest niewielkim, schludnym miastem, pełnym winnic, ogrodów i sadów.


Przy Gruzińskiej Drodze Wojennej, jak i przy innych traktach kwitnie handel owocami i regionalnymi wytworami.

 
Spotyka się rozmaite pojazdy, mnie interesują te mniej typowe.


Singagi to najmniejsze miasto Gruzji. Pięknie położone, zadbane i pełne straganów z pamiątkami i regionalnymi wyrobami. Mimo, że miasteczko jest turystyczne, tablice zachęcające do odwiedzin kawiarni i knajpek są dla mnie niezbyt czytelne.
Panowie w Singagi.
 A tutaj już Mccheta. Zwykły ruch uliczny.
Mccheta jest malowniczo położona przy ujściu rzeki Aragwa do Kury.
Mccheta, widoczna jest katedra Sweti Cchoweli..

Ananuri.
 Świetnie zachowany kompleks zabytków Ananuri jest  malowniczo położony nad rzeką Aragwi,
przy Gruzińskiej Drodze Wojennej.
 
 Jak na gruzińskie standardy, twierdza jest dosyć młodym obiektem, bo powstała w XVII wieku. Wszystkie obiekty otaczają mury warowne. Wewnątrz znajdują się m.in. duży kościół oraz mniejsza świątynia Gwtaeba. Zabytki są bogato dekorowane różnymi ornamentami i cennymi freskami.





Tej twarzy nie zapomnę, ani ujmującej, choć krótkiej rozmowy.
 
Życie codzienne w Ananuri.

Gruzińskie krajobrazy.
Wszędzie dojrzewają figi.


 
Typowa kaukaska biżuteria z kamieni półszlachetnych i srebra niskiej próby lub po prostu metalu, zwanego tam "melchiorem" - nie udało mi się dowiedzieć, co to jest.
Przy zabytkowych monastyrach spotykam stoiska z wyrobami regionalnymi w przyzwoitych cenach. Szczęśliwie nie widać wszechobecnej w innych rejonach chińszczyzny.
W Gruzji często widzi się kobiety w czerni. Istnieje tam zwyczaj noszenia żałoby przez kobiety po śmierci kogoś bliskiego aż do końca własnego życia. Ponieważ to rejon niedawnych krwawych wojen, niemal każda z kobiet kogoś straciła: męża, brata, czy syna. 
Niżej: w wielu miejscach wciąż są widoczne ślady wojny, zrujnowane opuszczone domy.



Osiedla dla przesiedleńców są charakterystycznym elementem powojennego krajobrazu Gruzji. Nie są ubogie, są schludne i stosunkowo zadbane, lecz mimo to sprawiają przygnębiające wrażenie, uświadamiając na nowo tragedię ludzi z tamtych terenów.Upliscyche to starożytne skalne miasto we wschodniej Gruzji, w Kartlii Wewnętrznej. Zbudowane na lewym, skalistym i wysokim brzegu rzeki Kury. Powstanie budynków datuje się od V wieku p.n.e do późnego średniowiecza, są one mieszanką unikatowych stylów kulturowych Anatolii i Iranu, a także architektury pogańskiej i chrześcijańskiej. Upliscyche zostało zidentyfikowane jako jedna z
najstarszych osad miejskich w Gruzji. Strategicznie ulokowane w centrum starożytnego królestwa Kartlii, funkcjonowało jako ważny ośrodek polityczny i religijny kraju. Wraz z chrystianizacją Kartlii na początku IV wieku, Upliscyche zaczęło tracić na znaczeniu na korzyść nowych  ośrodków chrześcijańskich – początkowo Mcchety, później Tbilisi. Podczas muzułmańskiego najazdu na Tbilisi w VIII i IX stuleciu Upliscyche funkcjonowało jako główna forteca.
Mongolskie najazdy w XIV wieku ostatecznie zdetronizowały miasto, które praktycznie zostało opuszczone, a odżywało jedynie jako tymczasowe schronienie podczas ataków na Gruzję.

Teraz miasto zamieszkują głównie gekony, a nad nim krążą orły.
 Można też tam spotkać niczyje psy z przychówkiem.
Kamienie niespodziewanie ubarwia samotny słonecznik, nie wiadomo skąd przywiany w tę pustkę.
I pojedyncze kępki skalnych roślin.

Opuszczam opuszczone miasto, przenosząc się do pobliskiego Gori, które warto odwiedzić, jeśli choć trochę interesuje nas historia minionej epoki.

W muzeum Stalina można dostać zawrotu głowy od jego licznych portretów...
...i rzeźb naturalnej i ponadnaturalnej wielkości, wykonanych z rozmaitych bardziej lub mniej  szlachetnych materiałów.
Są i pamiątki dla spragnionych historycznego kiczu.
Wędrując po muzeum całkowicie przenosimy się w poprzednią epokę, a pani oprowadzająca wciąż sprawia wrażenie pozostającej pod urokiem minionej propagandy i słynnego rodaka z Gori.

Dziwne uczucie podróży w kapsule czasu.
Tłumów nie widać, jest więcej pań pilnujących od zwiedzających. Są i sale poświęcone darom dla generalissimusa.
Kuriozalna lampka - "dar narodu polskiego".
A to gabinet Stalina.
I chatka, w której jakoby przyszedł na świat.
Całości pilnuje zaaferowany swą misją policjant. A może znudzony.
Odpoczynek po zwiedzaniu - kaukaski poranek.
Zapora wodna na rzece Inguri to druga co do wysokości betonowa zapora na świecie. Liczy 272 metry wysokości. Powstała w latach 1961 - 1987, już w roku 1999 była remontowana ze względu na fatalny stan techniczny. W elektrowni wodnej pracuje 20 turbin o mocy 60 MW każda.
Uzyskana tu energia  jest dzielona między Gruzję i Abchazję w proporcji 3:2.
Widok z zapory na daleką Nizinę Kolchidzką. 
Kolchidzki Park Narodowy został utworzony dla ochrony unikalnych lasów, które stanowią
relikt dawnej roślinności trzeciorzędowej. Występują tam m. in. endemiczne buki, dęby
imertyńskie...
...różaneczniki (foto), bukszpan, ostrokrzew i jeżyna kaukaska. Spośród endemitów występuje figowiec i kłokoczka kolchidzka.
Sataplia. Las Kolchidzki i świetnie zachowane skamieniałe ślady dinozaurów.

Rośliny lasu kolchidzkiego - ostrokrzewy i figowce.

 
  Monastyr Gelati został ufundowany w 1106 przez króla Dawida IV Budowniczego.  Legenda mówi, że król osobiście brał udział w jego budowie. Po śmierci został tu pochowany. Przez długi czas monastyr był jednym z głównych kulturalnych i intelektualnych ośrodków w Gruzji. Znajdowała się w nim Akademia, która skupiała największych gruzińskich naukowców, teologów i filozofów. Wielu z nich działało wcześniej w różnych prawosławnych monasterach poza granicami, między innymi w
Konstantynopolu. Do dzisiejszych czasów w monastyrze przetrwało wiele fresków i manuskryptów pochodzących z XII-XVII w. W 1994 Monastyr Gelati został razem z Katedrą Bagrati w Kutaisi jest wpisany na Listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Trwają śluby w monastyrze, chłopcy tradycyjnie ubrani w stroje nawiązujące do ludowych.
Dziewczynki też wystrojone, co pokazuje dumny tata.


Jak zawsze od zabytków ciekawsi dla mnie są ludzie.
Trafiłam na wykopaliska. W klasztornych murach znaleziono ludzkie szczątki.
Kostki są starannie zbierane do reklamówki, a mnich prezentuje mi czaszkę sprzed stuleci.
Ach, biedny Jorick.
 Stara, lecz zadbana Pobieda należy do któregoś z mnichów.
Mnisi są przyjaźnie nastawieni, rozmowni i chętni do zdjęć.
Ślub, jeden z wielu widzianych w Gruzji.
Dalsza droga, a przy niej sprzedaż słodkich chlebków z rodzynkami, zwanych nazuki. Jada się je w Gruzji  na Nowy Rok, lecz w okolicach miejscowości Chaszuri są elementem tradycji całorocznej, sprzedaje się je przy drodze. Wypieka się je na miejscu w piecach tone, dzięki czemu przechodzą aromatem dymu. Są pyszne, delikatne, trochę przypominają smakiem przypraw piernik.

Typowa wioska  z okolic Kutaisi.
Borjomi, gruzińska "Krynica".


Detale architektoniczne charakterystyczne dla uzdrowiska słynącego ze źródeł wody mineralnej i parku narodowego.
Mieszkańcy, czy kuracjusze spotkani w Borjomi. Ten pan zaczepił mnie, prosząc o zdjęcie. Był rozmowny i uśmiechnięty, lecz do zdjęcia przybrał minę poważną, jak i inni fotografowani Gruzini i Ormianie. Widocznie tam nie wypada rechotać do obiektywu.
Mały Kaukaz i kolejna twierdza przydrożna.

Psy są łagodne i przyjazne, nie sprawiają wrażenia wygłodniałych, lecz nie gardzą kanapką.


 
 Lubiłam te widoki swobodnie i samotnie wędrujących szosami zwierząt.
Górny bieg rzeki Mtkwari, czyli Kury.
 Wardzia – skalne miasto-klasztor usytuowane na zboczu góry Eruszeli w południowej Gruzji, niedaleko miasta Aspindza. Wardzię zaczęto budować za panowania Jerzego III w 1185 roku, natomiast ukończono pod rządami jego córki, królowej Tamary. W średniowieczu Wardzia służyła jako schronienie podczas najazdów mongolskich, mogła pomieścić od 20 do 60 tys. osób. Zawierała klasztor, salę tronową oraz ponad 3 000 komnat umieszczonych na 13 kondygnacjach (piętrach). W
mieście zainstalowano skomplikowany system nawodnień pobliskich pól uprawnych. Jedyny dostęp do klasztoru zapewniało kilka dobrze ukrytych tuneli blisko rzeki Kura. W Wardzii królowa Tamara błogosławiła swoją armię przed walką z sułtanem Rukhuddinem, a także witała Dawida Sosłana i jego armię po odniesionym zwycięstwie. Trzęsienie ziemi w 1283 roku zniszczyło około dwóch trzecich miasta, odkrywając jego komnaty oraz niszcząc kompletnie system nawodnień.

 
Wardzia jest ogromnym ukrytym w skale miastem, ale zwiedzać można jedynie jego niewielką część. Dobrze mieć ze sobą latarkę, bo nie wszystkie korytarze są oświetlone.
Wycieczki chętnie odwiedzają Wardzię, a Turcy mają ją tuż za miedzą.
Podobnie jak w wymarłych już innych miastach skalnych, można spotkać  takich mieszkańców.
I mnóstwo nietoperzy.
Widok ze skalnego miasta na dolinę Kury.

Korzystałam przy tym wpisie m.in. z informacji rzeczowych zawartych m.in. na http://www.kaukaz.pl/ i Wikipedii.

Kolejny i ostatni odcinek  tegorocznych kaukaskich wakacji będzie z  Tbilisi.




11 komentarzy:

  1. Najbardziej mi się spodobały chusty na głowach pań, z których jedna w kusej kiecce prezentuje zgrabne nogi, a druga odkryte ramiona i plecy. Ale włosy zakryte ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też zwróciłam na to uwagę, sama zawsze dbając, by mieć poza chustką na głowie zakryte ramiona i kieckę w okolicy kolan, a jeśli nie było takiej, to świetnie sprawdzają się dwie chusty - jedna na głowę i ramiona, a druga jako spódnica.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wy kobity to macie dobrze-jakieś pareo, jakaś chusta i już pełne przeobrażenie.
    Ja żeby móc wejść do monastyru w Meteorach musiałem się wbić w przechodnie szarawary :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna podróż i piękne wspomnienia.
    Te sznurki na pranie są zawsze zawinięte dookoła dwóch słupków, wystarczy z jednej strony pociągnąć i robi się miejsce na kolejne pranie.
    Z tą pomocą dla przesiedleńców niestety nie jest tak różowo. Domki wyglądają ładnie ale te osiedla nie są skanalizowane i nie mają wodociągów. Więcej tu:
    http://obliczagruzji.monomit.pl/wywiady/pomoc-dla-gruzji-telewizor-i-dywan-dla-kazdego

    OdpowiedzUsuń
  5. Te prania w środku dużego miasta są niesamowite. W osiedlach przesiedleńczych jest mnóstwo problemów. Jeszcze gorsze wrażenia sprawiają bloki przeznaczone dla przesiedleńców - nieco podobnie, jak w Słowacji, czy Czechach tzw. romskie osiedla w miastach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne zdjęcia.
    Gruzję znam tylko z opowieści i zdjęć znajomych i rodziny, ale mam nadzieję, że i tam kiedyś dotrzemy.
    Pozdrawiam serdecznie. Asia

    OdpowiedzUsuń
  7. Asiu, dzięki za odwiedziny :) Na pewno dotrzecie, a mnie już kusi Azja Środkowa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A który kraj najbardziej?
      Mnie najmocniej wołają teraz Kambodża i Singapur. No i zawsze tęsknie do Indii i Japonii :)

      Usuń
    2. Kirgistan, Uzbekistan,Turkmenistan... Mongolia. Ale nie wiem, czy się uda.

      Usuń
    3. Jedziemy jedną trasą Bejotko - mnie kusi cały Jedwabny Szlak.
      Kiedyś marzyłam jeszcze Syrii i Libanie...

      Usuń
    4. To może kiedyś wspólnie do tej Azji Środkowej? :)

      Usuń